Sade na szczycie. Wspaniały koncert w Atlas Arenie

Sade na szczycie. Wspaniały koncert w Atlas Arenie

Sade roztańczona, Sade zamyślona, Sade uwodzicielska... Sade pokazała w Atlas Arenie, że niejedno ma imię, a każde z tych imion pasuje do niej równie dobrze. Przede wszystkim udowodniła jednak, że jest nie tyle wokalistką, co wspaniałą pieśniarką. Kończyła się pierwsza godzina piątkowego koncertu, kiedy na ogromną, kwadratową scenę spadły czerwone kotary, a Stuart Matthewman zasygnalizował na saksofonie balladę "Is It a Crime", otwierającą płytę "Promise" z 1985 r. Nie jest to najwybitniejsza kompozycja zespołu - przypomnijmy, że Sade to nazwa czteroosobowej grupy, w której wokalistką i autorką tekstów jest Sade Adu - cały utwór "robi" ona. Dobrze, że kilkaset aparatów i komórek zarejestrowało to, jak "zrobiła" go w Łodzi. Dała popis fenomalnych możliwości wokalnych, o jakie, przyznaję, jej nie podejrzewałem. Błagała i grzmiała, kpiła i kipiała ze złości - tę emocjonalną burzę relacjonowała wyłącznie głosem (kiedy nie tańczy, śpiewa przeważnie z zamkniętymi oczyma): raz rozwibrowanym, a za chwilę idealnie płaskim, raz dziecięco delikatnym, a za chwilę pełnym nadludzkiej mocy. Publiczność wstrzymała oddech, a gdy utwór dobiegł końca nagrodziła artystkę - taka rzecz zdarza się niezwykle rzadko - długimi owacjami na stojąco.

Te kilka minut na pewno przejdzie do historii Atlas Areny. Cały starannie wyprodukowany i bogaty wizualnie muzyczny spektakl oczywiście też. A mało brakowało, by do niego nie doszło. Jedna z ciężarówek wiozących sprzęt z Moskwy miała problemy i przyjechała do Łodzi z dużym opóźnieniem. Kilka tysięcy zirytowanych miłośników Sade marzło pod halą, którą otwarto z ponadgodzinnym opóźnieniem. W tym samym czasie w błyskawicznym tempie konstruowano scenę. Liderka wyjaśniła, że zajęło to 1/5 czasu, który potrzebny jest w normalnych warunkach.
 
- Czekaliśmy na ten moment długie lata. Wiem, że staliście długo na mrozie. Dziś damy z siebie wszystko, co mamy najlepszego. Bo ty, Polsko, na to zasługujesz! - tak Sade przywitała się z publicznością, która szczelnie wypełniła Atlas Arenę, przypominając, że to pierwszy koncert zespołu w naszym kraju.

W ciągu dwóch godzin usłyszeliśmy 22 piosenki. Najwięcej reprezentowało wydany w ubiegłym roku album "Soldier of Love", utwór tytułowy z tej płyty otworzył wieczór. Wyobrażenie o grupie jako dostarczycielu "pościelowych" przebojów radiowych o letniej temperaturze nie znalazło w wydaniu koncertowym potwierdzenia. Obok wokalistki, gitarzysty i saksofonisty Matthewmana oraz pozostałych muzyków Sade: klawiszowca Andrew Hale'a i basisty Paula Denmana, który wyglądem, strojem i zachowaniem przypominał raczej kolegów swojego syna z kalifornijskiej grupy punkowej Orange, na scenie pojawiło się jeszcze dwóch perkusistów, dwóch wokalistów (w tym jeden grający również na gitarze, basie i flecie) oraz gitarzysta.

Przy takim składzie o żadnej pościeli nie mogło być mowy. Aranżacje zaskakiwały rockowymi pazurami, a znakomite "Love Is Found", ostatni singiel Sade, wypadło wręcz jak spotkanie gwiazdy r'n'b z zespołem hardrockowym.

Sade nie jest też pierwszym zespołem, który przychodzi nam do głowy, kiedy chcemy powyginać ciało na parkiecie. I tu kolejna niespodzianka - Adu przetańczyła na scenie ładnych kilkadziesiąt minut, a publika kilkukrotnie podrywała się (nie było miejsc stojących, także na płycie) do tańca. Wokalista Tony Momrelle podczas połączonego wykonania "Paradise" i "Nothing Can Come Between Us" nie bardzo mógł zgodnie ze scenariuszem zaapelować o powstanie z miejsc - nikt bowiem już na krzesłach nie siedział.

Najgorącej przyjęto oczywiście przeboje: "Smooth Operator", "Kiss of Life", "No Ordinary Love", piękne ballady "Jezebel" i "Pearls". Podczas wykonania tej drugiej Adu, ubrana w przylegającą białą suknię, została na scenie sama, a jedynym elementem scenografii była żarząca się na ekranie za nią kula. Nie sposób pisać o koncertcie, nie wspominając o wizualnej stronie przedsięwzięcia. Odpowiada za nią Sophie Muller, znana reżyserka teledysków, współpracująca z Sade od lat 80. Na wielkim ekranie i wysuwającej się co jakiś czas półprzezroczystej kurtynie oglądaliśmy fragmenty teledysków Sade, zrealizowane specjalnie na tę trasę filmy (np. z liderką wąchającą kwiaty na łące w "Kiss of Life"), animacje - abstrakcyjne jak u wczesnego Józefa Robakowskiego, i pejzażowe, mające współtworzyć nastrój utworu (jak zwaliste chmury i ponure konary drzew w przejmującym "Morning Bird") czy wizualia mające zadania "scenograficzne" (kinowy szyld "Sade Live. Tonight in Lodz").

Filmy dawały także zespołowi czas na zmianę strojów - dwukrotną. Sama Sade przebrała się nawet po raz trzeci - przed bisem. A był nim przesycony tęsknotą "Cherish the Day". Kolumna ukryta w pełnej wind i zapadni scenie wyniosła ją kilka metrów ponad resztę muzyków, skąd, pewna siebie, rzuciła publiczności kilka uśmiechów na pożegnanie. Taką ją zapamiętamy - na szczycie.
 
Źródlo: Gazeta pl. Łódź
 
 
  • Eurobasket 2009
    Eurobasket 2009
  • Gala Boksu Zawodowego
    Gala Boksu Zawodowego
  • Gala MMA
    Gala MMA
  • autor zdjęcia: Kawka
    autor zdjęcia: Kawka
  • Gala MMA
    Gala MMA
  • Liga Światowa Polska-Kuba
    Liga Światowa Polska-Kuba
  • Gala Boksu Zawodowego
    Gala Boksu Zawodowego
  • Koncert A-HA
    Koncert A-HA
  • Liga Światowa
    Liga Światowa
  • Koncert A-HA
    Koncert A-HA
  • Mistrzostwa Europy w Siatkówce Kobiet 2009
    Mistrzostwa Europy w Siatkówce Kobiet 2009
  • Eurobasket 2009
    Eurobasket 2009
  • autor zdjęcia: Kawka
    autor zdjęcia: Kawka
  • Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Kobiet
    Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Kobiet