Pudzian nas "oszuka"?

Po takiej niezwykłej serii ciosów, ciało blisko 200-kilogramowego MMA'owca (nie mylić z Ormowcem) Erika Escha powinno zostać złożone w grobie cmentarza na Olechowie, o ile Witold Skrzydlewski znalazłby miejsce w alejce zasłużonych dla słynnego zawodnika. Śmierć byłaby przesądzona. Jakie to więc szczęście, że ciosy nie trafiały, a większość była markowana. Erik zabrał swoje cielsko z powrotem do domu. A my, kibice, i tak jesteśmy szczęśliwi.

44 sekundy bił Mariusz Pudzianowski swego leżącego na ringu rywala Erica Escha, a atmosfera gęstniała aż dach Atlas Areny prawie się unosił. W końcu sędzia uratował życie Amerykaninowi, chwytając Pudziana w pół, choć na ustach strongmana widoczna była piana złości. Walka została zakończona. Pudzianowski wygrał walkę, a Esch wygrał drugie życie, choć tak naprawdę nie stracił nawet zęba, nie miał nawet rozciętej wargi.

Każdy bokser powie, że po takich ciosach... Lepiej już po raz drugi nie wspominajmy cmentarza na Olechowie.

Teraz dopiero rozumiemy, fenomen wrestlingu. Kupujemy bilet i jesteśmy dumni, że ktoś tak słynny jak Pudzianowski nie lekceważy widzów, tylko stara się nam na poważnie właśnie mydlić oczy, odgrywając swą rolę wojownika. On nas w ten sposób docenia. My jesteśmy zaszczyceni, ale i tak wiemy swoje. Co więcej, mamy przeświadczenie, że jesteśmy mądrzejsi od organizatorów walki. Bo nie daliśmy się oszukać. Po obu stronach barykady kipi zadowolenie. Idziemy na galę podekscytowani, bo nie wiemy, jak walkę rozegra Pudzianowski. Jeden zwykły nokautujący cios, jak w czasach Jerzego Kuleja, to byłoby podejrzane. Musi być seria. Jak z automatu.

Ludzie lubią oglądać swych bohaterów, wiedząc, jaki będzie wynik, choć nie mogą przewidzieć, jaka będzie gra. To tak jak oglądanie filmu z happy endem. Wiemy, że wszystko dobrze się skończy, ale czerpiemy radość z oglądania aktorów. Jak na pokazach iluzjonistów. Wiemy, że czarodziej nie przerżnie asystentki, ale chcemy ją obejrzeć, jak piękna wchodzi do skrzyni, a w dłoniach bestii pojawia się piła elektryczna.

W innej walce Przemysław Saleta przez duszenie pokonał Marcina Najmana.

Na następną galę też pójdziemy. Bo będzie nowy scenariusz, nowa gra, a może taka sama? Nie wiemy. I to jest ekscytujące.

Źródło: Dziennik Łódzki

 
  • autor zdjęcia: Kawka
    autor zdjęcia: Kawka
  • autor zdjęcia: Kawka
    autor zdjęcia: Kawka
  • Koncert A-HA
    Koncert A-HA
  • Gala Boksu Zawodowego
    Gala Boksu Zawodowego
  • Koncert A-HA
    Koncert A-HA
  • Mistrzostwa Europy w Siatkówce Kobiet 2009
    Mistrzostwa Europy w Siatkówce Kobiet 2009
  • Eurobasket 2009
    Eurobasket 2009
  • Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Kobiet
    Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Kobiet
  • Liga Światowa
    Liga Światowa
  • Gala MMA
    Gala MMA
  • Gala Boksu Zawodowego
    Gala Boksu Zawodowego
  • Liga Światowa Polska-Kuba
    Liga Światowa Polska-Kuba
  • Eurobasket 2009
    Eurobasket 2009
  • Gala MMA
    Gala MMA