| Pudzian błyskawicznie pokonał Erica Escha |
|
To jeszcze nie koniec kariery Mariusza Pudzianowskiego w MMA! Wręcz przeciwnie, podczas 14. gali KSW w Łodzi najsilniejszy człowiek na świecie potrzebował zaledwie 75 sekund, by zlać na kwaśne jabłko 200-kilogramowego Erica "Butterbeana" Escha. Było już grubo po północy, kiedy ponad 13 tys. kibiców oraz wiele gwiazd show-biznesu zgromadzonych w łódzkiej hali Atlas Arena doczekało się czwartej w karierze byłego mistrza świata strongmanów walki w formule MMA. Dla Pudziana najważniejszej, bo druga porażka z rzędu (w maju Polak łatwo uległ w USA Timowi Sylvii) mogła oznaczać nawet rychły koniec jego przygody w ringu. A przecież rywalem "Dominatora" w Łodzi był słynący z piorunującego ciosu były bokser Eric Esch (12 zwycięstw i 7 porażek w MMA), dla którego podczas piątkowego ważenia zabrakło skali na wadze. Wskazówka zatrzymała się kiedy w sobotę zdjął koszulkę rozmiaru XXXXXXL, widzom ukazały się zwały tłuszczu. Przy człowieku bez szyi lżejszy o 80 kg Pudzian wyglądał jak szczupak przy wielorybie. Jak się szybko okazało to nie kilogramy w MMA odgrywają największą rolę, lecz taktyka, spryt i umiejętności, nad czym Pudzian pracował przez ostatnie cztery miesiące. W sobotę decydujące okazały się dwa pierwsze atuty. Skupiony i skoncentrowany Polak, do tego niesiony głośnym dopingiem łódzkiej publiczności, od początku dobrze wiedział co robić – unikać cepów Amerykanina i jak najszybciej powalić go na ziemię. Udało się to już w 40 sekundzie, kiedy o wiele szybszy od rywala Pudzianowski atakiem na nogę położył go na deski i rozpoczął dzieło zniszczenia Escha. Wijący się jak ziemniaczana stonka Amerykanin nawet nie próbował się bronić. A Pudzian przy owacji na stojąco bił, bił i bił. Okładał rywala 35 sekundy, aż sędzia zakończył pojedynek. Bez wątpienia była to najlepsza walka w wykonaniu Pudzianowskiego. Szczęśliwy strongman dziękował po niej łódzkiej publiczności. – Dziękuję wam! Przez tyle lat dopingowaliście mnie w starej hali w strongmanach i dziś też nie zawiedliście – mówił szczęśliwy. "Butterbean" przyznał, że Mariusz jednak nie uderza jak dziewczyna, tylko potrafi dobrze przyłożyć. Na ringu zarobił już milion Choć Mariusz Pudzianowski ma za sobą dopiero cztery walki w formule MMA, na jego koncie jest już milion złotych zarobiony na ringu. Za sobotni pojedynek z Erikiem Eschem były strongman zainkasował 300 tys. zł. To o 100 tys. więcej niż za walkę z Najmanem i o 50 tys. niż z Japończykiem Yusuke Kawaguchim. Do tego trzeba doliczyć 110 tys. dol. (ok. 330 tys. zł) za starcie z Timem Sylvią. Sobotni rywal Pudziana dostał 90 tys. zł, Saleta 80 tys., a Najman 50 tys. (całość przekazał na cele charytatywne). Saleta był już na deskach i... wygrał Walka Pudzianowskiego z Eschem nie była jedynym ciekawym starciem podczas sobotniej gali w Łodzi. Ogromne emocje wzbudzało też starcie pałających do siebie niechęcią Przemysława Salety i Marcina Najmana. Ten drugi, powitany w Łodzi gwizdami, wyciągnął wnioski z porażki z Pudzianem i precyzyjnymi ciosami szybko powalił na deski byłego mistrza Europy. Mimo to nie potrafił zakończyć walki, co po chwili zrobił Saleta, który, będąc na górze i dusząc rywala, zmusił Najmana do poddania się. – Mam dla Marcina nagrodę pocieszenia. Temu playboyowi mój sponsor ufunduje paczkę prezerwatyw – mówił mocno poobijany Saleta, dla którego była to ostatnia walka w karierze. – Ja się czuję zwycięzcą. A Przemek gada takie głupoty, bo dostał nieźle po głowie i mogło się tam nieźle zakotłować – ripostował Najman. Źródło: Express Ilustrowany
|
Alternative flash content
To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.
Alternative flash content
To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.
Alternative flash content
To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.